Burzliwe czasy – recenzja

„O tej cholernej Gwatemali usłyszałem dopiero gdy miałem siedemdziesiąt dziewięć lat”. Te słowa Winstona Churchilla peruwiański noblista Mario Vargas Llosa uczynił mottem swojej najnowszej powieści pt. Burzliwe czasy (hiszp. Tiempos recios). To krótkie, ale jakże celne zdanie zapowiada temat bardzo odległy dla Europejczyka i zmusza do zastanowienia się, co my sami wiemy na temat tego małego państwa w Ameryce Środkowej.

Ja nie wiedziałam wiele i muszę przyznać, że lektura szła mi chwilami opornie, zwłaszcza na początku, kiedy gubiłam się w gąszczu nazwisk i uwikłaniach politycznych. Czytanie dodatkowo utrudniała niechronologiczna narracja. Kiedy jednak już się z tym oswoiłam i połapałam, kto jest kim, pozostało fascynujące rozplątywanie tej niezwykłej historii.

Akcja powieści rozgrywa się w Gwatemali lat 50. Prolog (swoją drogą, rewelacyjnie napisany!) sugeruje, że jest to książka o finezyjnych zabiegach agenta PR zatrudnionego przez United Fruit Company, wielką amerykańską firmę eksportującą banany z Ameryki Środkowej. W skrócie sprawa wygląda tak: prezydent Gwatemali, Jacobo Árbenz Guzmán wprowadza prospołeczne, niekorzystne z punktu widzenia korporacji reformy. Aby mogła ona zachować swoją uprzywilejowaną pozycję, Stany Zjednoczone muszą uwierzyć, że rząd Gwatemali wykazuje inklinacje prokomunistyczne – wówczas zaczną wywierać nacisk, który doprowadzi do wycofania się z „lewackich” prób reformowania kraju wbrew interesom United Fruit Company. Wykreowaniem przekonania o rzekomej prokomunistyczności rządu Gwatemali ma zająć się wspomniany specjalista PR, Edward Bernays, który posiada rozległą sieć kontaktów w amerykańskich mediach.

Szybko okazuje się, że owa intryga jest jedynie tłem wydarzeń przedstawionych w powieści. Rzeczywistą jej treść stanowią daleko idące skutki tychże PR-owych poczynań, a konkretnie – sterowany przez CIA wojskowy pucz, który obalił rządy prezydenta Gwatemali.

Dużo w tej książce polityki, którą Llosa potrafi zgrabnie połączyć z osobistymi rozterkami bohaterów. Nawet ci znajdujący się na drugim planie wydarzeń otrzymują swoje „pięć minut”, podczas których mamy okazję poznać ich przeszłość, ambicje i niepokojone. Właśnie te wspaniale zarysowane, wielowymiarowe postaci, są według mnie największą siłą powieści. Równie fascynujące, co odpychające, wymykają się jednoznacznej ocenie. Nie ma tu szlachetnych bohaterów – w tych „burzliwych czasach” każdy musi w jakiś sposób pobrudzić sobie ręce lub sumienie, aby utrzymać się na powierzchni.

Aby nie zdradzać zbyt wiele właściwej treści książki, dodam tylko parę słów na temat epilogu. Mam bowiem pewne zastrzeżenie do jego pierwszej partii, w której autor, wiele lat po wydarzeniach opisanych w powieści, spotyka się z jedną z bohaterek, Martą Borrero Parrą, zwaną Miss Gwatemali. Dochodzi do jakiegoś dziwacznego pomieszania fikcji z faktami, ponieważ jest ona postacią jedynie luźno inspirowaną rzeczywistym pierwowzorem. Rozmowa się nie klei, ponieważ staruszka albo żyje w iluzji, albo niewiele pamięta, albo konfabuluje (to trzecie najbardziej prawdopodobne). Odniosłam wrażenie, że cała ta scena istnieje w książce jedynie po to, aby uwypuklić znaczenie kłamstwa w przedstawionej historii i przez to stworzyć klamrę spajającą powieść. Według mnie był to zabieg zbędny i, przynajmniej dla mnie, kompletnie nieprzekonujący.

Znacznie lepsza jest końcówka epilogu, która zwiera pewien interesujący szczegół. Otóż, świadkiem amerykańskiej inwazji w Gwatemali był Che Guevara, który prawdopodobnie wtedy nabrał przekonania o konieczności obronienia się przed naciskami USA, co zaważyło na późniejszych losach Kuby. „Historia tej wysepki mogłaby być zupełnie inna, gdyby Stany Zjednoczone zaakceptowały modernizację i demokratyzację Gwatemali (…)”, zauważa Llosa. Dzieje Kuby to jednak tylko część skutków amerykańskich działań przedstawionych w powieści. Książkę zamyka smutna refleksja na temat tychże reperkusji dla samych Gwatemalczyków, którzy za sprawą jednej interwencji silniejszego państwa zostali skazani na lata politycznych niepokojów i terroru. Uważam, że dla samego tego zakończenia warto wgryźć się w powieść i zrozumieć wszystkie jej zawiłości.


Mario Vargas Llosa, Burzliwe czasy, tłum. Marzena Chrobak, Wydawnictwo Znak, Kraków 2020.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *