Drżę o ciebie matadorze – recenzja

Chile niedawno świętowało zwycięską walkę o nową konstytucję – 78% obywateli opowiedziało się za zmianą, która ma zerwać z dyktatorską przeszłością. Obowiązujący dotychczas dokument został uchwalony w wyniku niedemokratycznego plebiscytu w 1980 roku, kiedy państwem rządziła junta wojskowa. Na jej czele stał Augusto Pinochet, który doszedł do władzy w wyniku zamachu stanu przeprowadzonego 11 września 1973 roku. Obalił wówczas lewicowy rząd prezydenta Salvadora Allende i rozpoczął okres dyktatury w Chile. Było to siedemnaście lat naznaczonych prześladowaniami opozycji i wszelkich osób uznanych za niebezpieczne dla reżimu.

W tych czasach żył i tworzył Pedro Lemebel. Jest to niezwykle barwna postać chilijskiej literatury: jawnie homoseksualny, zaangażowany społecznie pisarz i dziennikarz radiowy, aktywista i prowokator sabotujący uroczystości państwowe. Lemebel sprzeciwiał się dyktaturze, w której przyszło mu żyć, czego wyrazem jest między innymi wydana w 2001 roku książka Drżę o ciebie matadorze (hiszp. Tengo miedo torero).

Akcja powieści rozgrywa się w Santiago w latach osiemdziesiątych, kiedy to Chile dotknął kryzys gospodarczy i rośnie społeczne niezadowolenie z rządów Pinocheta. Głównym bohaterem jest starzejący się transwestyta, który sam siebie nazywa Ciotuchną z Naprzeciwka. Mieszka skromnie, zarabiając na życie wyszywaniem obrusów i serwet dla wysoko postawionych ludzi prezydenta i umilając sobie czas słuchaniem sentymentalnych piosenek w radiu. Pewnego dnia przypadkiem poznaje młodego partyzanta Carlosa. Pod wpływem uroku chłopaka, użycza mu miejsca w swoim mieszkaniu na przechowanie tajemniczych kartonów. Wkrótce Carlos przekształca poddasze w partyzancki składzik oraz miejsce spotkań spiskowców, tym samym wciągając Ciotuchnę w planowany zamach.

Poza tą niecodzienną parą bohaterów w powieści pojawia się również August Pinochet wraz ze swoją małżonką. Poznajemy ich podczas cotygodniowych wyjazdów na wieś, gdzie uciekają przed protestującymi przeciwko władzy obywatelami. Książka jest po części satyrą polityczną. Antypatyczny dyktator zajmuje się głównie unikaniem mierzenia się z problemami kraju, a całą władzę opiera na grupie wazeliniarzy ze swojego otoczenia oraz na wojskowych, którzy nie odstępują go na krok. Jest kompletnie oderwany od rzeczywistości, podobnie zresztą jak jego gadatliwa i namolna żona, która jeśli tylko nie zadręcza męża swoim zrzędzeniem, to rozprawia o modzie. Sceny z ich rozmowami (czy raczej – monologami kobiety) to prawdziwy majstersztyk: z jednej strony bawią czytelnika, z drugiej strony pokazują, w jak iluzorycznym świecie żyje para prezydencka.

Tymczasem na ulicach Santiago obywatele nieustannie protestują przeciwko władzy „Pinokia”. Społeczne zaangażowanie udziela się nawet Ciotuchnie z Naprzeciwka. Początkowo daleka od zainteresowania polityką, w pewnym momencie zdumiewa samą siebie gwałtowną obroną racji protestującej młodzieży – „Ba, człowiek musi bronić tego, co uważa za słuszne, pomyślała, i ta myśl ją samą zaskoczyła. Może nawet była lekko wystraszona swoją śmiałością poruszania takich tematów, czy też raczej publicznej ich obrony. I rozluźniając się, z kocią dumą przymknęła oczy, myśląc o Carlosie, widząc, jak się uśmiecha i gratuluje jej odwagi”.

Rozbudzona świadomość polityczna daje jej się we znaki podczas służbowej wizyty. Kiedy pewnego dnia odwiedza swoją klientkę, panią generałową, zaczyna wyobrażać sobie ucztę, która odbędzie się na wyhaftowanym przez nią obrusie:

„Widziała to, słyszała śmiechy tych mężczyzn wokół stołu, wbitych w mundury ze złotymi emblematami i pagonami. Najpierw siedzieli poważni i uroczyści, przed kolacją, słuchali przemówień. […] A potem, po pierwszym, drugim i trzecim toaście zaczynali odpinać sobie guziki pod szyjami, rozluźnieni, poklepywali się po plecach, pijąc zdrowie ojczyzny, wiwat wojna, niech żyje jedenasty września, bo udało się wybić tylu marksistów. Tylu młodych ludzi, jak ten jej niewinny Carlos, który musiał być jeszcze dzieckiem w roku wojskowego przewrotu. W głowie zakochanej cioty brzęk zderzających się kieliszków przemienił się w trzask pękającego szkła i krwawiący alkohol ściekający rozweselonym oficerom po mankietach. Czerwone wino ochlapywało obrus, w tworzących się skrzepach topiły się jej ptaszki, rozpaczliwie trzepoczące owadzimi skrzydełkami kordonkowe cherubinki dławiły się w gęstej libacji. […] W jej oczach, oczach sentymentalnej cioty, ten wyhaftowany z miłością biały obrus zmieniał się w obśliniony strzęp wydany na pastwę bandy morderców.”

Stosunek Ciotuchny do konfliktu obywateli z władzą ma swoje źródło w uczuciach – we współczuciu wobec matek, które w ulicznych starciach straciły dzieci, a także w zauroczeniu młodym partyzantem. Przede wszystkim jest to bowiem książka o miłości. Wraz z rozwojem akcji uczucie Ciotuchny do Carlosa rośnie i Pedro Lemebel przedstawia to niezwykle przekonująco. Ogromną siłą jego pisarstwa jest szczerość. Postać Ciotuchny, w całej swojej bezradności wobec uczuć, jest ludzka aż do bólu. Z jednej strony zakochana po uszy, z drugiej strony – świadoma nikłych szans na happy end. Razem z nią przeżywamy sinusoidę radosnych uniesień i rozczarowań, a także ostatecznie zejście na ziemię: „Spotkaliśmy się za sprawą dwóch historii, które zaledwie zdążyły podać sobie ręce w natłoku tych wszystkich wydarzeń. I to, do czego tu nie doszło, nie stanie się też w żadnym innym miejscu na świecie”.

Drżę o ciebie matadorze przypomina bibelot na babcinej półce – trochę kiczowaty, ale na swój sposób uroczy, wyzwalający ciepło na sercu. Jest napisana niejednorodnym, bogatym językiem, w którym ozdobność i czułostkowość nieraz miesza się z wulgarnością, nie wywołując jednak poczucia dysonansu. Powieść, w całej swojej dziwności, śmieszy i wzrusza. I mimo wszystko sprawia, że świat wydaje się dobrym miejscem.


Pedro Lemebel, Drżę o ciebie matadorze, tłum. Tomasz Pindel, Wydawnictwo Claroscuro, Warszawa 2020.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *