virgilio pinera zimne opowiadania

O opowiadaniach Virgilia Piñery

Opowiadania Kubańczyka Virgilia Piñery okazały się jednym z moich najciekawszych odkryć literackich w ostatnim czasie. Jest to bardzo oryginalna i nieoczywista proza utrzymana w estetyce groteski i absurdu. Przyznaje, że nieraz męczyłam się i frustrowałam podczas lektury – teksty są nielogiczne, celowo skonstruowane tak, by irytować i wprawiać czytelnika w konsternację. Mój do bólu racjonalny umysł po prostu cierpiał przy tych opowiadaniach. A jednak wiele z nich mnie zaintrygowało, zmusiło do wysiłku intelektualnego i w efekcie – weszło głęboko pod skórę. 

Virgilio Piñera (1912-1979) debiutował jako poeta w latach 40., za czasów dyktatorskich rządów Batisty na Kubie. Oprócz wierszy i wspomnianych krótkich tekstów prozatorskich pisał powieści, a także utwory dramatyczne, z których właściwie jest najbardziej znany – uważa się go za jednego z prekursorów teatru absurdu w kraju. Był związany ze środowiskiem literackim Argentyny. W Buenos Aires spędził (z przerwami) prawie dziesięć lat, pracując dla kubańskiej ambasady. W ramach polskiego akcentu warto wspomnieć, że podczas pobytu w Argentynie zaprzyjaźnił się z Witoldem Gombrowiczem i uczestniczył w zbiorowym tłumaczeniu Ferdydurke na język hiszpański. Na Kubę powrócił tuż przed rewolucją castrowską i w pierwszych latach nowego porządku cieszył się chwilowym dobrobytem w życiu zawodowym. Pracował dla czasopisma i intensywnie wydawał swoje dzieła (m.in. opowiadania, które potem weszły w skład omawianych tutaj tomów). Wkrótce jednak, jako homoseksualista i twórca niezaangażowany, został objęty zakazem druku i skazany na społeczne wykluczenie. Umarł w nędzy i zapomnieniu, a jego twórczość doczekała się większego uznania (również, o ironio, na Kubie) dopiero po śmierci.

Wszystkie opowiadania Piñery, które zostały wydane za jego życia, są zebrane w dwóch tomach pt. Zimne opowiadania i Ten, który przyszedł mnie zbawić (hiszp. Cuentos fríos y El que vino a salvarme). Teksty ukazały się w Polsce w tłumaczeniu Tomasza Pindla, nakładem Wydawnictwa Universitas jako pierwsza część serii Las Américas. Nieznana klasyka literatury latynoskiej. Przy okazji polecam uwadze tę serię książek, ponieważ zawiera ona solidnie opracowane dzieła świetnych prozaików z Ameryki Łacińskiej, którzy (niesłusznie!) pozostają w cieniu bardziej popularnych twórców jak Vargas Llosa czy García Márquez.

Zimne opowiadania i Ten, który przyszedł mnie zbawić składają się głównie z bardzo krótkich tekstów, które ogólnie można określić jako absurdalne, groteskowe i pełne czarnego humoru. Aby nieco dokładniej przyjrzeć się twórczości Piñery, omówię kilka tekstów ze zbioru, które wywarły na mnie największe wrażenie.

W opowiadaniu Ślub narrator opisuje ceremonię w kościele, ale ani razu nie wspomina o sakramencie małżeństwa. Głównym obiektem zainteresowania jest długi tren panny młodej oraz dekoracje w świątyni. Opis koncentruje się na zupełnie nieistotnych szczegółach. Nie dowiadujemy się nic o przebiegu mszy, przysiędze, ani o nowożeńcach, poznajemy natomiast dokładną liczbę kościelnych kolumn i formę ich ornamentacji, a także precyzyjne położenie trenu na posadzce (nieco poplamionej, jak dwukrotnie zauważa narrator). Na tym właśnie często polega absurd u Piñery – wyolbrzymienie czegoś mało istotnego i budowanie przekonania o zasadności tych opisów. Jest to kpina z czytelniczych przyzwyczajeń i zabawa formą, tworzenie głupio-mądrej paplaniny, która udaje, że niesie jakieś treści. Spodziewamy się konkluzji na zakończenie utworu, a ona nigdy się nie pojawia. Można jedynie stwierdzić, że w tym tekście Piñera wyśmiewa ludzką skłonność do skupiania się na powierzchownych błahostkach, przy zapominaniu o sprawach naprawdę istotnych.

Podobnie czyni autor w opowiadaniu Park. Mieszkańcy od lat toczą spór na temat kształtu miejskiego skweru – czy jest on kwadratowy, czy też prostokątny? Co ciekawe, nikt nie zwraca uwagi na to, że rzeczony park pozbawiony jest zupełnie drzew i ławek, które, wydawałoby się, są konieczne, by jakiś obiekt w ogóle nazwać parkiem. Niepokoju nie wzbudza również stojąca pośrodku kolumna, w której pochowani są robotnicy przysypani granitem podczas układania nawierzchni. Na tym etapie czytelnikowi rodzi się już sporo pytań w głowie, dla narratora jednak bardziej zajmujące są rozważania nad geometrią parku. Zakończenie opowiadania jest jakimś zupełnie przypadkowym (a szczegółowym) opisem przechodniów i wzmianką o psich odchodach leżących na granitowej ścieżce. I tak, autor zostawia nas bez żadnej puenty, z mnóstwem pytań i poczuciem absolutnego nonsensu tej historii. Ale czy życie właśnie tak nie wygląda?

Mięso to jedno z niewielu opowiadań Piñery, które można odnieść do konkretnej sytuacji społeczno-politycznej. W latach 40., podczas drugiej wojny światowej, Kuba wysyłała bydło do Stanów Zjednoczonych, przez co w kraju brakowało wołowiny i panował głód. W opowiadaniu zniknięcie mięsa z diety bohaterów staje się przyczyną radykalnego kroku jednego z obywateli. Znudzony odżywianiem się samymi warzywami, pan Ansaldo pewnego dnia bierze kuchenny nóż i wycina filet z własnego pośladka. Następnie przyrządza go zgodnie z zasadami sztuki kulinarnej, po czym konsumuje ze smakiem. Wszystko relacjonuje narrator, który traktuje to wydarzenie jak coś najzwyczajniejszego na świecie. Podobnie zresztą inni bohaterowie opowiadania. Nikt nie jest zdziwiony aktem autokanibalizmu – wręcz przeciwnie, cała społeczność miasteczka uznaje to za doskonałe remedium na głód i za przykładem pana Ansaldo zaczyna radośnie zajadać się kawałkami własnego ciała. Groteskowość sytuacji sprawia, że cała makabra zdaje się gdzieś się ulatniać. Narrator z zachwytem i aprobatą opowiada o nowych kulinarnych upodobaniach obywateli, wychwalając ich praktyczność. Jego entuzjazm chwilowo przygasa pod koniec opowiadania, kiedy musi skonstatować, że po zjedzeniu wszystkich części własnego ciała ludzie zaczynają znikać – „ukrywają się”, jak twierdzi. Mimo wszystko narrator nie rezygnuje ze swojego pogodnego tonu, co jest odbiciem obojętności, z jaką rząd kubański traktował (i jak niestety nadal traktuje – co dobitnie pokazuje obecna sytuacja na wyspie) cierpienie swoich obywateli.

Te drobne potknięcia w niczym jednak nie zakłócały radości mieszkańców. Na cóż mógłby uskarżać się naród, który ma zapewniony byt? Poważny problem życia publicznego, wywołany przez brak mięsa, został przecież definitywnie rozwiązany.

W opowiadaniu Bal pani gubernatorowa znajduje w gazecie wzmiankę o wielkim przyjęciu, które odbyło się w jej pałacu sto lat wcześniej, i postanawia odtworzyć je w tym samym miejscu. Okazuje się jednak, że gdy zaczyna „wnikać w naturę” opisywanego balu, zauważa aż siedem możliwości realizacji tego przedsięwzięcia i zastanawia się, którą z nich wybrać:

Pierwszy: bal taki, jak rzeczywiście wyglądał wiek temu.
Drugi: bal opisany przez kronikarza epoki.
Trzeci: bal taki, jak go sobie gubernatorowa wyobraża na podstawie tekstu kronikarza.
Czwarty: bal taki, jak go sobie gubernatorowa wyobraża, abstrahując od tekstu kronikarza.
Piąty: (…)

Gubernatorowa intensywnie rozmyśla nad problemem i nawet organizuje spotkania dla miejscowej arystokracji, podczas których szczegółowo debatują nad siedmioma wariantami. W końcu zdenerwowany gubernator próbuje zakończyć te jałowe dyskusje, ale tylko pogarsza sprawę. Jego żona najpierw przeprowadza go przez wszystkie swoje wywody, po czym wynajduje jeszcze ósmy wariant balu, który… jest dokładnie taki sam jak pierwszy. Absurd się zapętla. Opowiadanie demaskuje daremność prób rekonstruowania minionych wydarzeń, a przy okazji pokpiwa z kurczowego trzymania się przeszłości.

Upływ czasu i nierozerwalnie z nim związane sprawy ostateczne stanowią ważny temat w opowiadaniach Piñery. Bohaterowie podejmują rozpaczliwe (i zupełnie nieadekwatne) próby przezwyciężenia swojej kondycji lub odnalezienia jakiegoś sensu w chaotycznej rzeczywistości. Te próby, choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zabawne, są naznaczone bólem egzystencjalnym i ukazują tragikomiczność ludzkiego życia.

W Niezniszczalnym związku para kochanków, która ma już największe uniesienia dawno za sobą, postanawia uratować swoją miłość przed nieuniknionym rozpadem. Podchodzą do tego bardzo dosłownie – biorą kąpiel w beczce smoły, po czym wychodzą na słońce, aby zastygnąć:

Kładę się obok niej i stapiamy się w mocnym uścisku. Jest dwunasta w południe. Szacując ostrożnie, zakładam, że o trzeciej nasz niezniszczalny związek zostanie scementowany.

W opowiadaniu Kondekoracja starzejący się i schorowany ojciec obdarowuje swojego syna krokomierzem. Twierdzi, że jedyne, czego żałuje w życiu to niemożność określenia, ile kilometrów przeszedł przez wszystkie swoje lata. Posiadanie urządzenia ma sprawić, że syn – w przeciwieństwie do niego – nie odejdzie ze świata w poczuciu jałowości swojego istnienia:

Popatrz, każdy krok postawiony przez twoje nogi zostanie zliczony przez ten zręczny wynalazek. (…) W dniu, w którym twoje nogi nie będą cię musiały dalej nosić, dlatego, że zmoże je czas albo jakiś wypadek przykuje cię na dobre do łóżka (…), tego dnia, jak mówię, zdejmij tę zasłonkę, którą tu trzymam (…) i będziesz mógł odczytać liczbę kilometrów pokonanych przez twoje nogi przez całe życie. Twoje wątpliwości, niepokoje zostaną natychmiast zgaszone tą olśniewającą lekturą: będziesz wtedy mógł spokojnie umrzeć!

Opowiadania są, dokładnie jak mówi tytuł zbioru, zimne. Autor bez emocji i bez litości bawi się swoimi bohaterami i prowadzi intelektualną grę z czytelnikiem, aby ukazać bezsens ludzkiej egzystencji. Słusznie podkreśla Tomasz Pindel w posłowiu do książki, że teksty Piñery, pomimo sporej zawartości elementu humorystycznego, nie są śmieszne. Jeśli już, to jest to humor wisielczy, który służy oswojeniu absurdalności świata. Jest to lektura trudna, ale na swój sposób oczyszczająca. Myślę, że właśnie takie teksty, z którymi trochę musimy powalczyć i które wyrywają nas z czytelniczej strefy komfortu, ostatecznie najbardziej nas rozwijają. 


Virgilio Piñera, Zimne opowiadania. Ten, który przyszedł mnie zbawić, tłum. Tomasz Pindel, Wydawnictwo Universitas, Kraków 2014.

Źródła:

Thomas F. Anderson, Tales of Absurd Hope and Senseless Logic. Virgilio Pinera’s Early Stories [w:] tegoż, Everything in Its Place: The Life and Works of Virgilio Piñera, Bucknell University Press, 2006.

Read G. Gilgen, Virgilio Piñera and the short story of the absurd. „Hispania” 1980, s. 348-355.

Ewa Łukaszyk, Nina Pluta, Historia literatur iberoamerykańskich, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 2010.

Tomasz Pindel, Posłowie [w:] Virgilio Piñera, Zimne opowiadania. Ten, który przyszedł mnie zbawić, tłum. Tomasz Pindel, Wydawnictwo Universitas, Kraków 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *